Jestem...
Moja Mama pytana o to jak żyjesz, często odpowiada: "dobrze" i po chwili dodaje "...ale co to za życie".
Nie napiszę, że ostatnio, bo mam poczucie, że nieustannie, ciągle, bez chwili wytchnienia towarzyszy mi właśnie ta myśl - co to za życie.
Pięknie by było gdyby prawdziwe były słowa piosenki "żyje się raz, potem drugi i trzeci i znów". Niestety żyje się tylko raz i trzeba brać się w garść, by żyć pełnią życia. Srutu tutu gacie z drutu. Powtarzam to prawie w co drugim mailu z refleksjami. A sama co robię? Jestem doskonałym trenerem uczę i motywuję innych do robienia czegoś czego sama nie robię.
Trudno jest żyć pełnią życia. Kiedy mierzyłam się chorobą wiele prostych, nawet tych najbardziej banalno prostych rzeczy zwracało moją uwagę i cieszyło mnie. Teraz te same rzeczy pozostają niezauważone, bądź giną w morzu codziennej frustracji.
Jak zatem cieszyć się życiem? Jak sprawić, by odpowiedź na pytanie jak żyjesz? Brzmiała - ach piękne mam życie!
Wyczekiwałam "Chustki", kiedy już dostałam ją w swoje ręce na nowo zatopiłam się w przeżywaniu. Wróciły wspomnienia.
I teraz w gardle stają mi wszystkie złożone sobie obietnice.
A może właśnie mam sobie nie obiecywać, nie zmieniać się, nie frustrować się, że się frustruję tylko po prostu żyć w zgodzie z tym co przynosi chwila, akceptując to co podpowiada intuicja... Może to właśnie tak trzeba żyć...